International:  Polska  Polska | Home | Prasa | Kontakt | B2B  | Wielkość liter: A A A | RSS RSS
 
 

Gustav Klimt – Anegdoty

„Maluję sobie moją dziewczynę, jak mi się podoba, i koniec!”

 © Österreich Werbung/Trumler
Klimt Beethovenfries, Wiener Secession, Zdjęcie: Österreich Werbung/Trumler

Perfekcjonizm i niezadowolenie Klimta z własnych osiągnięć były legendarne

Na przykład nad portretem Elisabeth Bachofen-Echt pracował trzy lata. Zlecenie otrzymał od matki Elisabeth, Sereny Lederer, ważnej mecenaski Klimta. Podczas pracy nad portretem Elisabeth musiała godzinami pozować. Klimt szkicował ją w najróżniejszych pozach, jednak ciągle był niezadowolony z efektów. Ponieważ Elisabeth ze swej strony krytykowała zarówno pozycje, jak i wybraną garderobę, wkrótce doszło do kłótni, a podczas jednej z nich Klimt wykrzyknął: „Maluję sobie moją dziewczynę, jak mi się podoba, i koniec!” Po trzech latach Elisabeth Bachofen-Echt straciła cierpliwość, wpadła do atelier Klimta, zdjęła obraz ze sztalug i zaniosła do domu. Kiedy później Klimt zobaczył portret, wystawiony w salonie państwa Lederer, stwierdził ponuro: „Teraz to na pewno nie ona.“ Zleceniodawczyni nie dała się jednak odstraszyć i zamówiła u Klimta jeszcze portret swej matki, Charlotte Pulitzer.

Portret wiedeńskiego społeczeństwa około roku 1890

W 1886 r. prowadzone przez Gustava Klimta, jego brata Ernsta i Franza Matscha Towarzystwo Artystyczne otrzymało zlecenie wykonania wystroju klatki schodowej niedawno wybudowanego wiedeńskiego Teatru Zamkowego. Towarzystwo zarabiało dobrze, jednak nie aż tak dobrze, aby mogło pozwolić sobie na licznych modeli, których potrzebowało do wykonania zlecenia. W związku z tym zaangażowano krewnych i przyjaciół. Wśród namalowanych postaci można więc odnaleźć siostry – Herminę i Johannę Klimt. Brat Georg przedstawia konającego Romeo, występują także sami artyści. Gustav Klimt sportretował się z szeroką kryzą na szyi. Jest to jedyny autoportret Gustava Klimta. Kiedy po niedługim czasie Klimt i Franz Matsch otrzymali zlecenie pomalowania starego Teatru Zamkowego na Michaelerplatz na krótko przez jego zburzeniem, sytuacja diametralnie się zmieniła, bo teraz wiedeńczycy wręcz się pchali, aby znaleźć się na portrecie. Dzięki temu Gustav Klimt nie miał żadnego problemu ze znalezieniem modeli dla 200 osób przedstawionych na obrazie. Jednak i tym razem znalazły się na nim jego siostry i ich koleżanki.

Przeciwko Klimtowi

„Przeciwko Klimtowi“ to publikacja Hermanna Bahra, w którym publicznie ujął się on  za kontrowersyjnym artystą. Chyba żadne z dzieł Gustava Klimta nie wywołało tak gwałtownej publicznej dyskusji, jak obrazy przedstawiające alegorie wydziałów Uniwersytetu Wiedeńskiego. Jeden z wczesnych szkiców do obrazu „Filozofia”, należącego do cyklu, w dolnej części obrazu przedstawia głęboko zamyślonego młodzieńca. Gdy rektor uniwersytetu zobaczył tego młodzieńca, otoczonego obejmującymi się parami, stwierdził, że młody człowiek zapewne nie tyle myśli o filozofii, co raczej o tym, skąd się biorą dzieci.

Zagrożona nadzieja

Prawdopodobnie to ciężarna Mizzi Zimmermann, modelka i kochanka Gustava Klimta, zainspirowała artystę do umieszczenia na jego obrazach motywu kobiety w ciąży. Podczas pracy nad obrazem „Nadzieja I“, również poświęconym temu tematowi, w wieku zaledwie 1 roku nagle zmarł Otto – syn Klimta i Mizzi Zimmermann. Śmierć ta przyczyniła się do zmiany koncepcji obrazu. Co prawda niebieskie, przetykane złotem pasmo tkaniny, widoczne za ciężarną, symbolizuje nadzieję wyrażoną w tytule dzieła, jednak jego tło zapełniają niesamowite postacie: Obok znanego już z „Fryzu Beethovena“ olbrzyma Tyfona, na brzemienną kobietę patrzy kilka twarzy, w których można rozpoznać córki Tyfona, symbolizujące chorobę, śmierć, szaleństwo, żądzę, nieczystość i zgryzotę. Właściciel obrazu, Fritz Waerndorfer, kazał wykonać specjalną szafę na obraz, która otwierał tylko przed wybranymi gośćmi.

Lepszy Klimt od sznura pereł

Friederike Maria Beer była wierną zwolenniczką wiedeńskiej awangardy i w 1914 r. zleciła wykonanie swego portretu Egonowi Schiele. Gdy jej wielbiciel Hans Böhler obiecał jej sznur pereł, wolała zamiast tego zamówić swój portret u Klimta. Ten najpierw odmówił argumentując, że Schiele już ją namalował, ostatecznie jednak dał się namówić. Friederike Maria Beer pojawiała się na posiedzeniach z malarzem w zaprojektowanej przez Warsztaty Wiedeńskie kurtce z tchórza. Klimt poprosił ją, aby założyła kurtkę odwrotnie, czerwoną jedwabną podszewką do góry. I tak ją namalował. Dodatkowo w tle zamieścił rzeszę azjatyckich wojowników, do czego zainspirowała go prawdopodobnie dekoracja koreańskiej wazy. Kiedy po kilku miesiącach Friederike Maria Beer rzuciła okiem na obraz, stwierdziła, że jest gotowy. Przyjaciele poradzili jej, aby go natychmiast zabrała, żeby uniemożliwić Klimtowi wprowadzanie kolejnych zmian.

Więcej blachy niż Blocha

W 1908 roku świętowano 60-lecie wstąpienia na tron cesarza Franciszka Józefa. Teren obok Towarzystwa Łyżwiarskiego, na którym zaplanowano budowę filharmonii, leżał odłogiem i aż prosił się o stworzenie ogromnego terenu wystawowego. Klimt kierował tym projektem i podczas otwarcia I wystawy Kunstschau w 1908 r. wygłosił mowę inauguracyjną – co zresztą było do niego zupełnie niepodobne. Klimt sam wziął udział w wystawie, prezentując szereg swoich dzieł, między innymi swoje opus magnum „Pocałunek”, który natychmiast został zakupiony przez Galerię Austriacką. Mimo to, także tym razem posypało się wiele słów krytyki, odnoszącej się także do dzieł Klimta. I tak, o jego portrecie Adeli Bloch-Bauer I, dzisiaj jednym z najdroższych obrazów świata, pisano drwiąco, że jest w nim – z powodu pokrycia dużej części jego powierzchni złotem – więcej blachy niż Blocha. Konkretny skandal wywołał jednak Oskar Kokoschka, któremu Klimt po raz pierwszy zapewnił na Kunstschau możliwość zaprezentowania się publiczności, nazywając go „największym talentem młodszej generacji”. Po wystawie artyści zasiedli w kawiarni na terenie wystawy, naradzając się, co mają czynić w związku z krytyką, aż doszli do wniosku, że najlepiej nic nie robić. „Nic to teraz nie da", stwierdził z rezygnacją pisarz i krytyk sztuki Ludwig Hevesi. „Ale za dwadzieścia lat okaże się, że mamy rację.”

„Jest tylko dwóch malarzy: Velázquez i ja.“

Gustav Klimt podróżował wiele, choć niechętnie. Najlepiej czuł się w domu w Wiedniu i nad Attersse w Salzkammergut, gdzie co roku spędzał lato. Także w 1903 roku był w podróży, tym razem po Włoszech. Klimt, który już kiedyś w pozdrowieniach przesłanych Emilii Flöge wyraził się dobitnie „Niech diabli wezmą słowa!”, tym razem również skąpił opowieści o swych wrażeniach z podróży. Zdanie „...w Ravennie wiele nędzy - mozaiki niesłychanej urody..." jest w związku z tym jedną z najbardziej entuzjastycznych wypowiedzi na temat sztuki, które znamy z jego ust. Klika dni po spotkaniu z postaciami z bizantyjskich mozaik, które na złotym tle wydają się oderwane od przestrzeni i niezależne od grawitacji, przyszedł czas na dzieła średniowiecznego mistrza z Florencji, o których Klimt wypowiedział się w swoich listach raczej lapidarnie, tuż po informacji o brzydkiej pogodzie: „Bardzo silne wrażenia artystyczne.” Jeszcze kilka lat potrwało, zanim Klimt ujął swe wrażenia w języku, którym władał bez żadnych ograniczeń: w swym malarstwie. Przy tym Klimt nie musiał podróżować, aby zaznać inspiracji od dawnych mistrzów. Tak więc w wiedeńskim Muzeum Historii Sztuk Pięknych mógł przestudiować bogaty zbiór obrazów Diego Velázqueza. O tym, że zrobiły one na nim wrażenie, można wnioskować z jego ironicznej uwagi, kiedy pewnego razu stwierdził: „Jest tylko dwóch malarzy: Velázquez i ja.“ W portrecie Fritzy Riedler ostatecznie połączył oba wpływy. Po raz pierwszy w obrazie Gustava Klimta dominowała jednolita złota powierzchnia. Tym samym rozpoczął się „złoty okres” w jego twórczości, którego punktem kulminacyjnym stał się ostatecznie „Pocałunek”.

„… tylko jedno wiem na pewno – że jestem biednym głupcem.”

Po całym mieście kursowały niezliczone plotki o romansach Gustava Klimta z jego modelkami oraz z jego mieszczańskimi zleceniodawczyniami. Gdy Klimt zaczął czynić awanse młodej Almie Schindler, późniejszej Almie Mahler-Werfel, a ona zaczęła je odwzajemniać, doszło do skandalu. Klimt, który towarzyszył Almie, jej matce Annie i teściowi Carlowi Mollowi podczas podróży po Włoszech, opuścił z tego powodu pośpiesznie Wenecję i wrócił do Wiednia. Wobec Carla Molla Klimt okazał skruchę i napisał do niego, co z pewnością nie przyszło mu łatwo, długi list, który miał wszystko wyjaśnić, jednak niczego nie wyjaśnił. „Panienka“, pisał w nim o Almie, „musiała się dowiedzieć kilku rzeczy na mój temat, o moich romansach, wiele prawdy, wiele nieprawdy, sam nie znam zbyt dokładnie moich romansów i wcale nie chcę ich znać – tylko jedno wiem na pewno – że jestem biednym głupcem.” Krótko mówiąc, między dwoma mężczyznami sprawa została wyjaśniona, a Klimt pogodził się z Carlem Mollem. Niepogodzona została tylko Anna, która poczuła się zdradzona przez „pierwszą wielką miłość” jej życia. Tak więc zaznaczyła krzyżykiem w swoim pamiętniku dzień pojednania Klimta z jej teściem i napisała: „Oddał mnie bez walki, zdradził mnie.”

 

 

Drukuj Poleć ZapamiętajZapamiętane
 

Artykuły podobne

 

Informacja turystyczna

Newsletter

  • Zamów nasz newsletter, aby otrzymywać informacje o możliwościach wypoczynku w Austrii, najlepsze oferty i wiadomości o konkursach!

  • Zarejestruj się